Łapszanka jesienią ma w sobie coś, czego trudno szukać gdzie indziej.
Cisza, chłodne poranki i Tatry stojące gdzieś daleko, jak namalowane na horyzoncie.
Drzewa już złote, trawy wypalone jesiennym słońcem, a nad tym wszystkim góry, które wyglądają stąd spokojniej niż zwykle.
Bez pośpiechu. Bez tłumów. Bez zdobywania czegokolwiek.
Są miejsca, gdzie człowiek jedzie „zaliczać atrakcje”.
I są takie, gdzie po prostu siada, patrzy i nie chce wracać.








