Kilka tysięcy kilometrów na północ.
Szwecja, Norwegia, Finlandia — namiot, góry i droga bez końca.
O północy stanęliśmy na Kebnekaise, najwyższym szczycie Szwecji.
Słońce wciąż świeciło, choć zegarek dawno powinien pokazywać noc.
Potem Lofoty — ostre szczyty wyrastające prosto z morza, rybackie wioski i drogi, które wyglądały jak koniec świata.
A na końcu Finlandia i Halti. Cicho, surowo, bez tłumów i bez wielkich znaków „atrakcja turystyczna”.
To była podróż bardziej o drodze niż o samych miejscach.




















































